Pierwsze koty za płoty

Napisał MMSlezak brak komentarzy

Czyli podsumowanie problemów sprzed budowy

Wydawało się, że moment przez rozpoczęciem prac głównego wykonawcy domu będzie czasem w miarę spokojnym. Ba - sądziliśmy, że budowa też przejdzie w miarę gładko, w końcu powierzaliśmy ją profesjonalistom.

JAKI BYŁ ZAMYSŁ

Zasadniczo można by sądzić, że nasza około budowlana rzeczywistość będzie usłana różami: od początku każda newralgiczna sprawa była pilotowana przez specjalistów z danego zakresu:

  • Pozwolenie na rozbiórkę i budowę pozyskiwał pan architekt.
  • Adaptację projektu i wszystkie związane z tym kwestie (np. projekty przyłączy etc.) realizował ten sam architekt.
  • Wnioski kredytowe przygotowywał pan pośrednik kredytowy. Jednocześnie będąc wtajemniczonym w kwestię planowanego podziału gruntu.
  • Akt notarialny dotyczący ww. podziału przygotowywał pan notariusz ze swoim zespołem.
  • Rozbiórkę wykonywał człowiek z doświadczeniem budowlanym.
  • Fundamenty wylewał ten sam doświadczony budowlaniec.
  • Umowę na wykonanie robót budowlanych szykowali pracownicy firmy, która miała za sobą budowę kilkudziesięciu domów w różnych państwach, w tym w krajach skandynawskich.
To wszystko byli ludzie z doświadczeniem, dla których nasze sprawy nie stanowiły pierwszyzny. Crema de la creme. Wydawałoby się luzik, lajcik i w ogóle spoczko. Nic tylko inwestor może leżeć i pachnieć. No i co? W przysłowiowym praniu okazało, że...

JAKIE KWIATKI WYSZŁY W TRAKCIE

Pan architekt:

  • Nie poinformował nas o newralgicznych kwestiach, jak pozyskanie pozwolenia na wjazd ciężkiego sprzętu w miejscu ograniczenia tonażu.
  • Nie uzgodnił z nami koloru elewacji, czy miejsca usytuowania śmietnika.
  • Nie powiedział nam, że wykonywane przez niego projekty przyłączy NIE są tymi ostatecznymi (to jest temat bardzo ważny, dlatego przeczytacie o nim w osobnym wpisie).

Pan pośrednik kredytowy:

  • Nie dowiedział się (choćby od nas) ile w Krakowie trwa oczekiwanie na wpis do ksiąg wieczystych i w związku z tym NIE doradził zachowania naszej części działki w istniejącej księdze wieczystej (a założenie nowej księgi dla drugiej części gruntu).
    W wyniku tego niedopatrzenia przeżyliśmy niebywały stres, musieliśmy przeznaczyć dodatkowe środki na pomoc mecenasa oraz przeżywać trudy umawiania się, a później spotkania z panią Przewodnicząca Wydziału Ksiąg Wieczystych.
  • W dodatku w umowie z bankiem pojawił się zapis “okres budowy”, który został (domyślnie) zdefiniowany na rok. Pan pośrednik NIE zwrócił naszej uwagi, że ten rok to czas na zakończenie budowy łącznie z uzyskaniem pozwolenia na użytkowanie (w Krakowie sam proces pozyskiwania ww. pozwolenia trwa około 4/5 miesięcy albo i dłużej).
    Skutkowało to koniecznością aneksowania umowy i kolejnymi dodatkowymi nakładami finansowymi (bank niemal za każdy dokument nalicza sobie dodatkowe opłaty).

Pan notariusz:

  • Spisując akt zawarł w nim błędną numerację, która została nam potem wytknięta przez analityka banku. Konieczność prostowania i donoszenia do banku dokumentów związanych z korektą wydłużał procedurę analizy wniosku kredytowego.
  • Poza tym notariusz nie zwrócił nam uwagi, że na wpis do KW będziemy czekać około 8 miesięcy. Wiedział, że będziemy występować o kredyt i nasza działka, uzyskana z podziału, stanowi nasz wkład własny. Nie wychwycił przyszłościowego problemu związanego z brakiem księgi dla gruntu, który stanowi “dowód” w banku. To tak jakby komuś brakowało dowodu osobistego przy podpisywaniu dokumentów. My nie posiadaliśmy wpisu do rejestru KW potwierdzającego naszą własność.

Pan budowlaniec:

  • Nie zasygnalizował nam potrzeby pozyskania pozwolenia na wjazd ciężkiego sprzętu w miejscu ograniczenia tonażu.
  • Podjął się rozbiórki , której nie przemyślał. Nie zaplanował konieczności przygotowania kontenerów. W zamyśle cały materiał miał być odzyskany na utwardzenie terenu. Finalnie zaraz po rozpoczęciu rozbiórki na tzw. “zapalenie płuc” musieliśmy zamawiać kontenery na materiał, który nie nadawał się do utwardzania (np. dachówki, które na budynki znajdowały się od samego początku).
  • W trakcie rozbiórki nie miał sprzętu na rozdrabnianie materiału, a zwożenie go na boczną działkę spowodowało że do tej pory (blisko 2 lata po rozbiórce) nadal borykamy się z problemem gruzu powbijanego w ziemię.
  • Podczas wylewania fundamentów okazało się, że - firma je budująca - NIE kładzie rur kanalizacyjnych w fundamentach (o czym wcześniej nikt nie wspomniał).
    Znów w trybie natychmiastowym musieliśmy znaleźć fachowca, który takie rury nam położy.

Firma, która miała budować nasz dom:

  • Umówiła z nami spotkanie w celu podpisania umowy.
    Powiem więcej - pracownica firmy nawet przyspieszyła termin spotkania, które ostatecznie na dzień przed docelową datą zostało odwołane przez firmę. Okazało się, że wszystkie niezbędne dokumenty nie zostały przygotowane...
    Ostatecznie podpisywaliśmy umowę na odległość, czyli podpisane egzemplarze umowy (otrzymane drogą elektroniczną) odsyłaliśmy kurierem.
    Nigdy więcej nie zdecydowałabym się (ze względu na brak możliwości rozmowy, skonfrontowania) podpisać umowy na tego typu przedsięwzięcie, bez spotkania twarzą w twarz z przedstawicielem firmy. Więcej na ten temat możecie przeczytać tutaj.

PODSUMOWANIE, czyli REFLEKSJE KOŃCOWE:

  1. Niezależnie od doświadczenia specjalistów nas obsługujących mogą zdarzyć się wpadki.
  2. Zawsze może zdarzyć się nowa sytuacja, z którą dotychczas dany “fachura” się nie zetknął lub sprawa której nie przemyślał.
  3. W trakcie wszystkich formalności i spotkań z ww. specjalistami odniosłam wrażenie, że wszyscy oni są przeciążeni pracą.
    Miałam poczucie, że wzięli sobie tak dużo na głowę, że nie są w stanie dotrzymać jakości. Natłok spraw i klientów spowodował, że ilość wzięła górę nad precyzją, dokładnością i profesjonalizmem.
  4. Nie miałam poczucia, że jestem traktowana indywidualnie.
    Czułam się raczej jak kolejny element na taśmie produkcyjnej
    , który trzeba dołożyć żeby powstał produkt.
    Pytanie tylko co miało stanowić efekt końcowy? Korzystne poprowadzenie moich spraw, czy odhaczenie ptaszków na liście “check, double check…”?

Kreujmy rzeczywistość!
marta

Podziel się

Napisz komentarz

Jaka jest ostatnia litera w słowie sgwhfq ?

Kanał RSS z komentarzy dla tego posta